środa, 27 stycznia 2016

Drogowi piraci, mordercy i zwykli "idioci"

Całkowicie rozumiem że prawo trzeba stosować - dura lex, sed lex - twarde prawo, ale prawo; parafrazując "głupie prawo, ale prawo". Trudno mieć pretensje do policjanta, który reaguje na wyprzedzanie na podwójnej ciągłej. Nawet jeśli ta linia jest namalowana na prostej i równej drodze bez żadnych skrzyżowań, z widocznością na kilometr. Trudno mieć też pretensje jeżeli otrzymamy mandat za przekroczenie prędkości, nawet jeżeli dopuścimy się tak nieodpowiedzialnego czynu jak rozwinięcie 160km/h na autostradzie. Wszak to jest jego praca, są normy do wyrobienia, a zlekceważenie takiego zachowania to po prostu niedopełnienie obowiązków służbowych.

A dziś nawet komputery pilnują pracy policjantów.

Sytuacja z życia wzięta. Znajoma nie miała czasu odebrać prawa jazdy z wydziału komunikacji, więc jeździła bez niego, przekonana że może dostać po prostu 50 złotych mandatu. Dostała dużo więcej. I chociaż funkcjonariusz rozumiejąc sytuacje stwierdził że "jakbym mógł to bym Panią puścił" to niestety - sprawdził ją w systemie, więc jakby skończył zatrzymanie bez mandatu to miałby problemy. No bo może łapówkę wziął.

Ja rozumiem, że z łapówkarstwem trzeba walczyć. Ale to rozwiązanie sprowadziło funkcjonariusza do roli robota, gdzie tymczasem (przynajmniej w moim mniemaniu) policjant powinien być naturalnym amortyzatorem pomiędzy sztywną i często absurdalną literą prawa, a zwykłym ludzkim zdrowym rozsądkiem. Tak samo jak ostatnio nagłośniona sprawa pewnej Pani, która mając podwójne obywatelstwo chciała polecieć do Tajlandii. Chciała użyć australijskiego paszportu, bo polski stracił ważność. To sobie poleciała... Straciła 5 tysięcy, a urlop szlag trafił. A wystarczyło trochę zdrowego rozsądku. Nie wiem, na ile ta wypowiedź jest zgodna z rzeczywistością, ale prawnik wypowiadający się na ten temat w telewizyjnym niusie stwierdza, że "celnik może zatrzymać taką osobę, ale nie musi". Trochę zdrowego rozsądku... A tego niestety brakuje (i to po obu stronach).


Ta droga prostsza już nie będzie..., źródło: Google Maps


Bo w końcu przepisy są dla ludzi nie umiejących samodzielnie myśleć i obiektywnie ocenić sytuacji. A wiele osób niestety ma z tym duży problem i to w niejednej dziedzinie życia. Dlatego prawo musi obowiązywać i trzeba je egzekwować.


To samo miejsce - tyle właśnie kierowcy myślą o takich zakazach., źródło: Google Maps


Tylko że nikt o zdrowych zmysłach tego prawa nie będzie przestrzegał. Bo oznakowanie i przepisy są oderwane od rzeczywistości. Kilometr prostej - mamy ciągłą, ślepy zakręt i przerywana? To codzienność na naszych drogach. Ograniczenia do "0 km/h" bez żadnego powodu? A co... "Może kogoś złapiemy". A może po prostu kaprys projektanta drogi.



Znajdź trzy różnice, czyli konsekwencja w oznaczeniach na S3. W sumie to na "ciągłej" widoczność jest minimalnie lepsza; źródło: Google Maps

I o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć (pomijając już zupełnie to, że bywa to sprzęt niezgodny z przepisami, a wideorejestratory mierzą prędkość radiowozu, a pomiar jest na oko)  chowanie się gdzieś w lesie, za krzakami, z fotoradarami (bo trzeba wyrobić normy, bo taka praca) to zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć funkcjonariuszy, którzy pojawiają się w mediach.


Nienawiść płynie z ust, źródło: youtube.com


Bo niech sobie siedzą w tych krzakach, po kryjomu, hołdując tradycji przydrożnego zbója; ok, dobra, to się da jeszcze przeżyć. Natomiast ciężko wytrzymać to co się słyszy - większość dostępnych wypowiedzi tych ludzi to publiczne kompromitowanie się i robienie z siebie głupków, a to jest już po prostu niesmaczne. Przepraszam wszystkich porządnych pracowników drogówki, ale niestety dzięki zachowaniu drugiej części funkcjonariusz drogówki jest w umysłach wielu ludzi synonimem złodzieja i stoi bardzo, bardzo nisko w hierarchii zawodów i ogólnego szacunku. Niżej jest już chyba tylko Straż Miejska i prostytucja. Chociaż prostytucja akurat, wbrew powszechnym dowcipom i docinkom, to bardzo ciężka praca. Sam złapałem się ostatnio podczas kontroli drogowej na myśli "Jaka tragedia musiała się wydarzyć w życiu tego człowieka, że pracuje jako policjant drogówki?". Chociaż bez wątpienia jest to potrzebna instytucja.


"A mógł wyprzedzić chwilę później, byłoby zgodnie z prawem" - czyli arbitralność do sześcianu; źródło: youtube.com

Bardzo modna jest ostatnio medialna (i nie tylko) nagonka na kierowców. Ale zaraz, co mi się nie podobało w tych "wypowiedziach"? Ano niepotrzebne właśne podniecanie się sytuacjami na drodze, które w rzeczywistości z sytuacją zagrożenia nie mają nic wspólnego. Panowie Konkolewski i Sokołowski są świetnymi przykładami prawdziwych mistrzów tej sztuki! Skoro zostały przekroczone arbitralne reguły, w tych konkretnych przypadkach oderwane od rzeczywistości, to powinien zostać zastosowany zdrowy rozsądek. Wystawcie po prostu gościowi mandat i pozamiatane.


Lepszej widoczności już nie będzie. Autor filmu w odpowiedzi na głosy rozsądku w komentarzch... się obraził...; źródło: youtube.com

Dosyć często uśmiech politowania wzbudzają we mnie też komentarze dotyczące wyprzedzających "na ślepo", na podwójnej ciągłej, tirów. Tylko że ciężarówka ma kabinę trochę wyżej niż samochód osobowy. I kierowca widzi trochę więcej. Przed małym wzniesieniem, gdzie wyprzedzanie osobówką będzie samobójstwem - kierowca tira może widzieć drogę na kilometr do przodu. A i tak nazwą go idiotą w wiadomościach i zmieszają błotem w komentarzach. Zdrowy rozsądek... A wystarczy chwilę się zastanowić, pomyśleć. Niestety wygrywa arbitralność. I jeszcze raz powtarzam, całkowicie akceptuję karanie na podstawie przepisów. Przepisy trzeba egzekwować. Tylko po co robi się z tego wydmuchane afery?

Pan Sokołowski bryluje jak celebryta (a raczej brylował, bo rzecznikiem już bodajże nie jest) w takich produkcjach jak np. "Bez Trzymanki" szafując uszczypliwymi sformułowaniami jak "tacy ludzie", "paniu hrabiemu się zachciało", "chamstwo w najgorszej postaci", czy "znasz ten gest?" - pokazując mały palec. Ale zdarzają się też mocniejsze komentarze.


Normalnie morderca, strach się bać... Czym tu się podniecać? Nie wiadomo. Pan Sokołowski obraża kierowcę niewybrednymi dowcipami o jego przyrodzeniu nazywając go dodatkowo "idiotą"; źródło: youtube.com

Pan Sokołowski mówi "Dla takich ludzi nie powinno być miejsca na naszych drogach" (źródło). Ja natomiat uważam, że dla "takich ludzi" nie powinno być miejsca w mediach i całej przestrzeni publicznej.

Czy, prezentowany publicznie, taki gest przystoi przedstawicielowi Państwa?;  źródło: youtube.com

Oczywiście są też tacy, którzy mocno przeginają i naprawdę stwarzają niebezpieczne sytuacje. Ale tych jest coraz mniej. Powiedziałbym nawet, że bardzo mało. I ja to widzę codziennie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem wariata. Na takiej A2 zdecydowana większość kierowców jedzie poniżej dopuszczalnego limitu. Rozmawiałem ostatnio z osobą często jeżdżącą krajową siódemką na trasie Warszawa - Gdańsk. Twierdzi, że jeszcze kilka lat temu w trakcie takiej podróży miał co najmniej kilka "czołówek" z naprzeciwka. Ostatnio jakoś się to uspokoiło.


Normalnie cud, że nikomu nic się nie stało; cud że nie nikt nie zginął - Niektórzy internauci też nie są lepsi; źródło: youtube.com

A alkohol? "Pijani" za kółkiem to również bardzo nośny temat. Tylko że to, w dużej części, karanie prewencyjne - "bo jakbyśmy pozwolili w Polsce na pół promila to byłoby strach jeździć - wszyscy nawaleni". Dzisiejszy limit 0.2 to potrafi być jedno piwo. A każdy z odrobiną zdrowego rozsądku wie, że osoba mająca 0.2 promila (a nawet więcej) jest zdolna prowadzić samochód. Oczywiście, że zmniejsza to w jakimś stopniu jej refleks - ale nie bardziej niż przeziębienie, czy kłótnia z żoną - a tego jakoś nikt nie zabrania. Są kraje z dopuszczalnym limitem 0.8 i jakoś nie słychać o masowych karambolach.

Jeszcze raz podkreślam - istniejące prawo trzeba egzekwować. Boli mnie tylko medialna nagonka, robienie afer z niczego i kreowanie apokaliptycznej sytuacji na drogach.


niedziela, 24 stycznia 2016

Miesiąc z flagową Lumią 950XL Microsoftu - "Aż założyłem bloga" - Recenzja


Microsoft Lumia 950XL



Microsoft to bardzo "nierówna" firma. Ich produkty zawsze oscylowały pomiędzy dwoma biegunami skali. Można je podzielić na:

  • dobre, świetne, kultowe (przykładowo akcesoria MS – myszki, klawiatury zawsze trzymały poziom; tablety Surface są świetne; Xbox; Windows Phone 8 był w mojej ocenie bardzo dobry, a same kafelki genialne, chociaż wielu się nie zgodzi; gry komputerowe – Halo, seria Age of Empires),
  • tak tragiczne, że producent szybko wycofuje dla nich wsparcie albo stają się obiektem kpin (np. Windows ME, Vista, 8),
  • nijakie i te pomiędzy, bo te też się zdarzały.

Czyli rozstrzał na kilometr. I to jest duży problem.

Przykładowo, o sprzęcie Apple można powiedzieć dużo złego, ale na pewno będzie on dobrze wykonany, dopracowany i trafiający do swojej grupy docelowej. Z Microsoftem za to jest loteria.

A jakie liczby wypadły w kategorii "Nowe smartphony Microsoftu"?

Złe. 

I o ile w przypadku urządzeń za 400-500zł można dużo wybaczyć to żyjąc ponad miesiąc z 950-tką XL, na którą wydałem prawie 3.000zł, jestem po prostu w szoku... Bo Microsoft wraca do swoich najgorszych lat, w których był obiektem kpin, pośmiewska i dowcipów dzieci z podstawówek ("Microshit", pamięta ktoś? :)). Zastanawiam się dlaczego nikt w Microsofcie nie pomyślał "Co my do diabła wypuszczamy na rynek? Przecież to się nie nadaje". Dzisiaj próbując dowiedzieć się na oficjalnej infolinii Microsoft w jaki sposób mogę skorzystać z naprawy gwarancyjnej usłyszałem, że... "proszę wysłać maila, nie prowadzimy wsparcia telefonicznego dla produktów Lumia". Nie! Wsparcie produktów Lumia jest na Facebooku, Twitterze i na forum. Brzmi jak kiepski żart? Niestety nim nie jest. I na takim poziomie stoi experience korzystania z nowego produktu tej światowej marki.



Oni naprawdę mówią to serio, źródło: Facebook



- "Gdzie mogę przesłać urządzenie w celu naprawy gwarancyjnej? "
- "Niech Pan sobie wyśle do nas maila, ktoś odpisze"
- "Ale ja poproszę tylko kontakt do serwisu"
- "Nie mam, niech Pan pisze maila"

- tak wygląda (literacko przekoloryzowana) rozmowa z infolinią Microsoftu


Żeby było śmieszniej, na oficjalnej stronie Microsoftu jest lista autoryzowanych serwisów. Tylko że... strona Microsoftu bardzo często nie działa. Microsoft twierdzi, że zna problem i radzi... odświeżyć swoją stronę albo spróbować w private mode. Niestety nic to nie pomaga, a problem utrzymuje się co najmniej od miesiąca... A dlaczego konsultant nie może udzielić informacji o serwisie na infolinii? Nie wiadomo... Maila wysłałem, po 5 dniach tylko echo... Chociaż private mode czasem pomaga - dziś dla odmiany strona www.microsoft.com domaga się... zalogowania. W private mode działa.


Takim błędem regularnie raczy użytkowników oficjalna strona Microsoftu

Więc tak, będzie narzekanie. Ale wracamy do tematu.

Wcześniej miałem 2 telefony Lumia, jeszcze w wydaniu Nokii - 1520 i 520. Oba były w swoich klasach cenowych świetne. Windows Phone 8 oferował w mojej ocenie najlepszy interfejs (kafelki w telefonie, w przeciwieństwie do desktopowego Windowsa 8, działały genialnie - tak! byłem fanboyem). Wszystko ładne i czytelne. 950XL kupiłem w ciemno, bez testów, pierwszego dnia, w pierwszej cenie.

Wyświetlacz jest świetny, najlepszy z jeden z najlepszych obecnie dostępnych na rynku (2560x1440), świetnie oddaje kolory i czerń. I to w zasadzie wszystkie zalety jakie udało mi się zauważyć.


System

Żyłem z systemem WP8 prawie 4 lata, więc znam go od podszewki. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się że w hucznie ogłaszanej nowej wersji, z Technical Previewami, w atmosferze ekscytacji okazało się, że z punktu widzenia użytkownika... to w sumie nic się nie zmieniło. Przeorganizowano trochę panel sterowania, słynną Windowsowską "niekończącą się listę opcji" i to w zasadzie tyle...


Czysto i czytelnie czy "pstrokato z tapetką"? Designerzy Microsoftu wolą to drugie.


Reszta to zmiany kosmetyczne - niektóre dobre, niektóre złe. Te drugie przeważają. Z ekranu menu zniknęły ładne marginesy i wszystko rozciągnięto do całej szerokości ekranu - to pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Przycisk menu aplikacje miały w prawym dolnym rogu, w nowych aplikacjach przeniesiono go więc gdzie? W lewy górny róg - tam, gdzie kciuk nie sięga. Kontakty teraz mają okrągłe avatary. Tak, w interfejsie opartym na prostokątach Microsoftowi zachciało się okręgów...

Czarne tło było domeną Windows Phone - czytelnie, bez "upiększaczy" i tapet. Tapety z przezroczystością kafelków dodali, to można zrozumieć - niektórzy chcą zamiast informacji patrzeć na zdjęcie żony albo krajobraz. Osobiście (całkowicie rozumiejąc przy tym drugą stroną) preferuję praktyczność - cenię konkrety, ubóstwiam flat design, więc takie rzeczy nie są mi potrzebne. Ale dlaczego np. ekran kontaktu wali nam teraz po oczach tłem z głównego koloru, czyli w moim przypadku czerwonym? C'mon - ktoś musiał pomyśleć, że coś tu nie gra. Komuś musiała przemknąć myśl, że może niekoniecznie idziemy w dobrym kierunku.

Ale chyba nie przemknęła. Dalej jest jeszcze gorzej - standardowe usterki, kto by się nimi przejmował? Że się zawiesza? Zresetuj sobie! Że regularnie się wyłącza lub resetuje? No przecież jak się resetuje to się uruchamia, co za problem? Że rozładowuje się szybciej niż się ładuje? - to już nie wiem jak skomentować

Bateria

Godzina 13:00. Wyjeżdżam do Szczecina z pełną baterią. Mam odebrać kobietę z dworca. Podłączyłem sobie telefon kablem do radia, włączyłem muzykę, jadę. Pod dworcem byłem półtorej godziny później. Stan baterii? 30% No dobra, koniec słuchania. Pół godziny później telefon, wskazując lekko ponad 20%, się zawiesza. Myślę sobie, no ok, nic nowego. Wyciągam baterię, wkładam, chcę włączyć. I... niestety symbol pustej baterii to jedyne co dane było mi zobaczyć. No to sobie zadzwoniłem... jeżdżąc na ślepo w okolicach dworca w obcym mieście. Po podładowaniu uruchomił się z wskazaniem 6%. Czyli wytrzymał 2 godziny z hakiem i jeszcze mnie oszukał. To jedyny tak "hardcore'owy" przypadek, ale daje do myślenia całkowicie pozbawiając komfortu i pewności; poza nim bateria po prostu "słabo trzyma".

Masakra? To nie wszystko. Używam telefonu jako hot-spota w domu. Ładując go, wartą 300zł 200-300zł, oryginalną ładowarką bezprzewodową DT-903 telefon potrafi się rozładowywać na ładowarce... Tak samo zdarza się gdy ładujemy kablem USB z komputera. I tak samo też potrafi się zdarzyć, gdy telefon podłączony jest do przystawki Continuum HD-500 z oryginalną ładowarką do tego akcesorium. Podkreślam, "zdarza się", ale na pewno zbyt często. Jedynie "szybka ładowarka" jest w stanie zawsze 950tkę pewnie doładować.

Lumia 950XL potrafi się rozładować ładując...

Temperatura

Lumia 950XL ma pewną ukrytą funkcję o której nikt nie mówi - z powodzeniem mogłaby pełnić funkcję termoforu. Ona nie robi się ciepła, ona po prostu się grzeje. Robi się nieprzyjemna w dotyku. I o ile można to zrozumieć przy wymagających grach 3d, to przy przeglądaniu Allegro już niekoniecznie. Telefon jest co najmniej ciepły (w zależności od nastroju) nawet leżąc i udostępniając hot spota. Tyle wyszło z reklamowanego "liquid cooling"

Tryb Continuum

"Odbierz stację dokującą HD-500 i zamień dowolny ekran w komputer z Windows 10!" - tak Microsoft reklamuje tryb Continuum. Różnie można to nazwać - naciągnięciem rzeczywistości, skrótem myślowym, albo też bezczelnym naciągactwem i kłamstwem.


To już jest bezczelne kłamstwo..., źródło: Facebook




Tryb Continuum reklamowany był jako coś "przełomowego", zmieniającego świat, prezentowany na konferencjach prasowych przeprowadzanych w formacie show przy oklaskach publiczności. A jak wyszło? Odebrałem Continuum, podłączyłem, schowałem do szuflady.


Bryan Rooper przy oklaskach publiczności podnieca się trybem Continuum na konferencji Microsoftu, źródło: youtube.com



Niestety, dałem się nabrać; nie sprawdziłem; sam zrobiłem się w konia. Przy całym tym szumie wydawało mi się oczywistością, że na nowej Lumii będę mógł uruchomić aplikacje desktopowe. Że będę miał komputer w kieszeni. Nie, nie, nie. To się nie da się :) Zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne. Można uruchomić tylko aplikacje tzw. "uniwersalne", czyli w rzeczywistości tylko aplikacje na telefon. I to nie wszystkie – tylko takie które tą responsywność wspierają.

Bo tryb Continuum to tak naprawdę przejściówka na HDMI i USB, nic więcej. Dopasowywanie się aplikacji do rozmiaru ekranu to coś, co strony internetowe i aplikacje webowe robią od bardzo dawna. Ba – Android – telefony vs tablety. Jeden system, a wszystko się dopasowuje. Rewolucja? Kpina i wolne żarty.

A zdecydowanej większości aplikacji zewnętrznych developerów i tak nie uruchomicie, bo się nie da – blokada. Nie da się ich uruchomić "w okienku", po prostu nie. "Bo nie są dostosowane do trybu Contrinuum". Gra 3D uruchamia się na pełnej rozdzielczości telefonu 2560x1440? Na zewnętrzym ekranie HD już nie zadziała. Swoją drogą, przystawka HD-500 ma ograniczenie do 1920x1080, co w świetle oferowanej przez wyświetlacz urządzenia większej rozdzielczości zakrawa na ponury żart.


Uważaj, żebyś sobie przypadkiem nie popracował...

Problemem jest też koncepcja samej przystawki. (Telefon da się też podłączyć w trybie Continuum przez Miracast do telewizora, co ma już więcej sensu). Trzeba ją podłączyć do prądu, podłączyć kablem do telefonu, trzeba mieć też monitor z wyjściem na głośniki i głośniki (system uporczywie wypuszcza dźwięk przez HDMI i nie udało mi się tego nigdzie zmienić). Czyli trzeba obwiązać się kablami jak przy "stacjonarce". Dyski zewnętrzne (a przynajmniej 4, które posiadam) nie działają. Nie potrafię wyobrazić sobie żadnej sytuacji, w której ktoś wolałby uruchamiać Continuum zamiast otworzyć laptopa.

Jeszcze jedna ciekawostka a propos "zamień dowolny ekran w komputer". Przeglądarka Edge – odpalam muzykę z YouTube na jednej karcie i włączam drugą kartę. Muzyka przestaje grać. Aktywna może być tylko jedna karta na raz. To samo, jakbym chciał odpalić sobie inną aplikację słuchając muzyki w tle. Tak, tak, prawdziwy komputer. Multitasking pełną parą.

Aparat

Aparat teoretycznie jest świetny. Da się nim zrobić bardzo dobrej jakości zdjęcia, jednak w praktyce ma jedną dużą wadę. Jaką? Ano automat ekspozycji uporczywie dobiera bardzo długi czas naświetlania. Efekt? Za dnia, na dworze, zdjęcia zazwyczaj są poruszone. Da się ręcznie przestawić czas na np. 1/300, ISO dalej wychodzi niskie (200-300) i wtedy wszystko jest ok. Ale komu chce się ręcznie zmieniać ustawienia? Chyba nie o to tutaj chodzi... Chcę wyciągnąć telefon i "cyknąć fotkę". Do ambitniejszych tematów mam lustrzankę. W gorszych warunkach oświetleniowych poruszenie jest pewne i nie ważne czy z fleszem czy bez. Czas otwarcia migawki jak na złość ustawia się z automatu na bezsensownie długą wartość.

Jak to wygląda w ręce?

Na papierze 950XL to pierwsza liga. A w rękach? Obudowa skrzypi, serio... A przeglądając Wujka Google można się dowiedzieć że nie jest to odosobniony przypadek. Pan z serwisu, z którym rozmawiałem, delikatnie zasugerował, żebym nie liczył na pozytywne rozpatrzenie reklamacji. Ale będę próbował i zobaczymy.

W tej klasie cenowej można się też przyczepić do materiału z którego wykonany jest telefon. Nie jest to metal, lecz zwykły plastik/kompozyt. Ale już akcesorium Continuum HD-500 jest wykonane z eleganckiego grafitowego metalu. Da się? Da się! Tylko trzeba chcieć.

Trudno też zrozumieć, co się dzieje z wyświetlaczem Lumii. Microsoft chwali się zastosowaniem wytrzymałego szkła Gorilla Glass 4. Tylko, że po miesiącu dopatrzyłem się czego? Rys. Trzech! A z telefonu korzystałem tak samo jak z poprzednich modeli Lumia. Poprzednie, co ciekawe, nie miały żadnych rys na plastikowych (!) digitizerach, ale miały już pełno na tylnej ściance. 950tka zachowuje się odwrotnie. Tył bez rys, przód porysowany. Dlaczego? Nie wiadomo...



Tu prawdopodobnie wyświetli się reklama jakiegoś dopracowanego telefonu. Źródło: Google Adsense


Windows Hello

Skanowanie tęczówki oka? Bajer! Fajny bajer! Można się raz czy dwa pochwalić na imprezie, potem już nie robi to na nikim wrażenia a jedynie wzbudza uśmiech politowania jak przyglądasz się aparatowi - bliżej dalej żeby "załapało". A poza tym? To się po prostu nie sprawdza w praniu. I to nie tylko dlatego że skuteczność rozpoznania to, na oko, 80% - czyli w jednym na 5 przypadków trzeba wpisać pin. To jeszcze można zrozumieć, gdyż Windows Hello jest w fazie beta (jak cały Windows 10 zresztą - o czym dowiedziałem się po zakupie, co też świadczy o podejściu producenta do klienta - Jakbym był pracownikiem Microsoftu, śmiałbym się do utraty tchu "Sprzedaliśmy wam betę po 3 koła papieru - ha! ha! ha! frajerzy!"). Problemem jest sama koncepcja tej technologii. Mam wrażenie, że twórcy pomyśleli sobie "o, zrobimy bajera" nie zastanawiając się głębiej nad swoim pomysłem i po prostu brnęli coraz głębiej. Bo każdy, kto zastanowiłby się chwilę nad tą kwestią musiałby dojść do wniosku, że to po prostu nie ma sensu.

Jak jeszcze nie wiecie dlaczego, to już mówię.

U konkurencji, w "klasycznej" technologii biometrycznej, czyli odblokowanie odciskiem palca naciskamy przycisk i już. Sensor skanuje nasze linie papilarne i odblokowuje telefon. W 950XL przycisk i tak trzeba nacisnąć, a potem jeszcze popatrzeć 2-3 sekundy w telefon. Więc skoro można zrobić tak, żeby wystarczyło tylko przycisnąć, to po co kombinować? Sens? Brak...


Będziecie kląć... albo będą się z Was śmiać jak przyglądacie się telefonowi

Co jeszcze?

Usunięto historię kontaktu, nie da się już sprawdzić kiedy się do kogoś dzwoniło/pisało.

Dual SIM to loteria. Karta Play LTE i Plus. W zależności od konfiguracji (która karta w którym porcie i ustawienia z której karty ma iść internet) działają obie karty, jedna lub żadna - pojawia się informacja o braku zasięgu

Zawieszają się powiadomienia, internet – wszystko wymaga restartu.

Nie można ściągać aplikacji po sieci powyżej bodajże 40MB. Mam kartę z LTE bez limitu, ale żeby zrobić update aplikacji albo ściągnąć nowe muszę iść do znajomych błagać o wi-fi.

Mógłbym przygotować listę, która podwoiłaby długość mojego wywodu, ale prawdopodobnie dobijam do ósmej kartki A4, więc możliwe że tego podsumowania już nikt nie czyta. :)

A podsumowanie będzie krótkie. 




Jedynym honorowym posunięciem ze strony Microsoftu byłoby tak naprawdę oddanie wszystkim pieniędzy za ten bubel wraz z pudełkiem czekoladek w ramach przeprosin.




PS. Zamieniłem 950XL na starą Nokię Lumia 520 (Ceneo od 449zł) bez żadnych wodotrysków. Zdjęcia robi kiepskie, wyświetlacz jest kiepski, skomplikowane strony internetowe potrafią przymulić, ale czuję się z nią o wiele lepiej. To chyba o czymś świadczy.

PS. 2. Sprawdziłem datę zakupu - to jednak już prawie dwa miesiące.